Spotkanie Krajowe Ruchu Maitri (20-21.10.2007)
[Od: Konrad Czernichowski, Ruch Maitri]
Witam serdecznie,
W dniach 20-21.10.2007 r. w Częstochowie, w Dolinie Miłosierdzia odbędzie
się XXXI Spotkanie Krajowe naszego Ruchu (roboczy program na stronie
www.wroclaw.maitri.pl). Zapraszamy wszystkich Uczestników, Rodziców
Adopcyjnych, Darczyńców i Sympatyków. Zgłoszenia należy nadsyłać do 30
września (liczba miejsc ograniczona) na adres internetowy maitri.wawa1
„at” wp.pl bądź pocztowy:
Ruch Maitri – wspólnota warszawska
Parafia św. Stanisława BM
ul. J. Bema 73/75
01-244 Warszawa
Warunkiem uczestnictwa jest ponadto wpłacenie do 6 października 75 zł.
Opłata ta uwzględnia nocleg i posiłki. Dane rachunku:
Stowarzyszenie Wymiany i Pojednania
ul. J. Bema 73/75
01-244 Warszawa
Nr rachunku: 43 1020 1055 0000 9202 0016 7098
Tytuł: Zwrot kosztów spotkania
Ponizej dolaczam listy z Sudanu i Republiki Srodkowoafrykanskiej.
———
SUDAN
Chartum, 23.09.2007
Drodzy Przyjaciele z Maitri I Wszyscy Przyjaciele Sudanu
Serdecznie pozdrawiam z tej drogiej mi Sudanskiej ziemi. Tak czesto o Was
mysle I pamietam w modlitwie.
Prosze mi wybaczyc, ze tak dawno nie pisalam Tak sie zlozylo, ze ostatnio
zostalysmy tylko we dwie we wspolnocie, a tu dwie duze szkoly I wszystkie
inne obowiazki. Ktos to musi zrobic, bo ludzie nie wiedza, ze nie ma
wszystkich siostr. Nareszcie wszystkie wrocily I chyba bedzie lepiej.
W sierpniu sama wyjechalam na rekolekcje do Etiopii. Bylo pieknie. To
calkiem inny kraj niz Sudan. W tej chwili tam pada I wszedzie zielono. Az
mi przyszla tesknota za Polska. Oczywiscie mozna widziec skutki
wieloletniej wojny, ogomna bieda domki skromne, takze zrobione z gliny
jak w Sudanie tylko troche innym sposobem I przygotowane na pore
deszczowa. Inne domy zrobione ze slomy. Jak zimno zwierzeta I ludzie w
jednym domu mieszkaniu. Ludzie sa zyczliwi. Dzieci widzac nas biegly by
nas przywitac, nawet jesli nie moglysmy zamienic z nimi slowa, bo nie
znaja angielskiego ani arabskiego a my nie znamy ich jezyka. Wystarczyl
uscisk dloni, usmiech
U nas w tym roku straszna bieda spowodowana wyjatkowo dluga pora deszczowa
I dosc silnymi deszczami. Woda po deszczu stoi jak na cementowym podworku.
Nic nie wsiaka. Z czasem zmienia kolor I zapach. Nie wspominajac o jej
zawartosci, bo WC tutaj jest na otwartym placu. Pierwsza straszna ulewa
zniszczyla bardzo duzo domow naszych biednych ludzi. Domy te zrobione sa z
piachu, ktory nasiakl woda zwlaszcza u podstawy, bo nie maja cementowych
fundamentow I jeden dom po drugim rozsypywal sie jak domki zrobione w
piaskownicy. Straszny widok. Dzieki Bogu bylo to rano wiec ludzie obudzeni
zdazyli usunac dzieci I to co posiadali z domow. W przeciwnym razie
zgineloby wiele rodzin pod ciezarem nasiaknietych dachow. Dachy sa tez
zrobione z gliny. Przez dwa tygodnie nie bylo.lekcji. Plac szkolny jak
morze I w kazdej klasie pelno wody. Wiele dzieci z naszych szkol
utracilo dom. Wiele rzeczy zostalo zniszczone w ich domach. Bloto I brud
byly tez powodem wielu chorob wsrod dzieci ale tez I doroslych. Wiecej
ludzi blagajacych o pomoc I wsparcie.
W tym roku takze nasz dom zostal zalany woda. Rano, gdy ludzie sie
obudzili zaczeli wylewac wode z podworek na droge wszystka ta woda weszla
na plac koscielny, na nasze podworko I do wszystkich naszych pokojow, do
kaplicy. Nie dalysmy rady, by cokolwiek zrobic. Biegalysmy z jednego
pokoju do drugiego by wyciagnac z szaf to co bylo w dolnych polkach,
podniesc lodowke I zamarazalke do gory na cegly itd. Poprosu, by
uratowac to co mozna bylo uratowac. Musialysmy szybko odciac swiatlo, bo
wszystkie polaczenia elektryczne byly w wodzie. To samo bylo we wszystkich
klasach w szkole. Zajelo nam caly miesiac albo I dluzej, by wyczyscic z
brudu I blota pokoj po pokoju, szafe po szafie itd. Jeszcze do tej pory
nie wszystko wrocilo na swoje miejsce, bo wciaz nie jestesmy pewne czy
tegoroczne deszcze juz sie skonczyly. Minionej nocy jeszcze zaskoczyl nas
silny deszcz. Wtedy polowa dzieci nie przychodzi do szkoly.
We wtorek zaczynaja sie egzaminy polroczne w naszych szkolach. Moze dzieci
nie zdaja siobie z tego sprawy, ale mnie ogarnia przerazenie. Jak sobie
poradza, gdy tyle lekcji straconych z powodu tych deszczow? Widze, ze
nauczyciele pochodza do obowiazkow raczej powaznie, ale tez z radoscia
czekaja na nadchodzace dwa tycgodnie wolne od szkoly w czasie Ramadanu
swiat muzulmanskich. Oczywiscie, nie wszystkie szkoly doznaly tych
zniszczen I nie wszystkie musialy przerwac nauke, bo znajduja sie w
lepszych miejscach I sytuacji. Prosze o modlitwe, by Bog dopelnil to czego
my nie jestesmy w stanie zrobic.
Drodzy Przyjaciele, prosze w moim imieniu przeslac slowa szczerej
wdziecznosci tym wszystkim, ktorzy poprzez „Adopcje Serca” wspomagaja
tutejsze dzieci. Chce takze przekazac szczegolne podziekowania tym
wszystkim, ktorzy spontanicznie skladaja rozne ofiary pieniezne na
potrzeby Sudanu, ktore otwieraja nam drzwi do pomocy wszystkim innym
potrzebujacym ofiarom deszczu, chorob I roznych nieszczesc, tych ktorzy
utracili dach nad glowa, ktorzy nie maja chleba. Niech Bog, ktory widzi
nasze serca, wynagrodzi kazdemu bez miary.
Wdzieczna Sr. Elzbieta Czarnecka z Sudanu.
—
REP. SRODKOWOAFRYKANSKA
Ndim, 15.09.2007 r.
W czwartek pieniądze bezpiecznie dotarły. Jeszcze raz dziękujemy Wam i
wszystkim ofiarodawcom. Niestety sytuacja w naszym regionie się pogorszyła
i nie wiadomo, jaki obierze kierunek.
We wtorek i w środę rebelianci gromadzili się w Ndim i w okolicznych
wioskach. Było ich ponad trzystu. Wszyscy przewidywali, że uderzą na
muzułmańskich handlarzy w Bocaranga, 40 km od nas. Faktycznie tak się
stało w nocy ze środy na czwartek. Podobno złupili muzułmańską dzielnicę,
postrzelali z godzinę i później wojsko ich wyparło. Rano znalazło ono
zrabowane rzeczy u niektórych z Bocaranga i wykonało egzekucje na siedmiu
mężczyznach na placu miejskim.
Ja byłem w kłopocie bo ciężarówka przywiozła nam w poniedziałek deski i
została zablokowana przez rebeliantów na misji. Wczoraj po południu
zdecydowałem się ją eskortować przez strefę rebeliantów. Zostawiłem ich na
10 km przed Bocaranga i wróciłem.
Ogólnie nie mieliśmy problemów. W samym Ndim rebelianci chcieli opłaty za
przejazd, ale powołałem się na szefa wioski i nas puścili. Po drodze
jeszcze raz nas zatrzymali, bo chcieli podjechać 8 km do najbliższej
wioski. Nie mieliśmy argumentów, aby im odmówić. W powrotnej drodze jedna
osoba chciała jechać ze mną do Ndim, ale jej odmówiłem, mówiąc, że misja
katolicka nie miesza się w sprawy konfliktu. Nie ma co ryzykować, aby
później żołnierze mieli argument, że misjonarze sprzyjają rebeliantom,
zabierając ich do samochodu.
Dzisiaj rano dowiedzieliśmy się przez radio od braci z Bocaranga, że
żołnierze prawdopodobnie wybierają się w naszą stronę. Rebelianci w
większości uciekli do buszu, zostało ich zaledwie kilku. Jeśli żołnierze
przyjadą, to ludność będzie jak zwykle prześladowana.
Zastanawialiśmy się, czy ostrzec ludzi. Z jednej strony wywoła to panikę,
z drugiej jeśli nie ostrzeżemy, to ludzie mogą stracić wszystko. W końcu
powiedzieliśmy im, że taka możliwość istnieje. Jak przewidywaliśmy,
wywołało to panikę w wiosce. Ludzie wzięli najpotrzebniejsze rzeczy na
głowę i uciekli w pola. Na pewno tej nocy nikt nie będzie spał w wiosce.
W ich domach pod strzechą znajdują się praktycznie wszystkie orzeszki
ziemne, które ciężką pracą zebrali z pól. Są one w większości jeszcze w
łupkach. Jak żołnierze przyjadą spalić wioskę, to i orzeszki pójdą z
dymem. Niektórzy starają się je przetransportować na misję lub na pola,
inni nie wiedzą, co robić, i zastanawiają się, czy żołnierze przyjadą, czy
nie.
Jest to okres wyczekiwania, ale na szpilkach, jak tylko usłyszą strzały na
skraju wioski, to dadzą nogę w busz, a wtedy żołnierze będą mogli robić, co
chcą. Jak na razie jest dziesiąta godzina i cisza. Dzisiejsza liturgia
pokutna jest pod wielkim znakiem zapytania, atmosfera nie sprzyja na
skupienie i gromadzenie się. Jak nie przyjadą żołnierze, to %u2013 pomimo
wszystko %u2013 spróbuję zebrać ludzi. Jutro przewidywana Msza św. z
odnowieniem przyrzeczeń chrzcielnych za grzechy idolatrii
(bałwochwalstwa), które miały miejsce w naszej wiosce przed kilku dniami.
Nie wiadomo, czy będzie duża frekwencja. Trwajcie z nami w modlitwie.
16.09.2007 r.
Od wczoraj się nic nie zmieniło. Zupełna cisza przed burzą. Wieczorem
zrobiliśmy liturgię pokutną, ale była garstka ludzi, reszta ze strachu
poszła spać w pola. Rano od godziny trzeciej do siódmej padał deszcz i to
wskazywało, że zupełnie nie będzie ludzi. Jednak byłem mile zaskoczony, że
połowa kościoła była zajęta.
Rano doszły nas wieści, że żołnierze zostali zaatakowani w wiosce 60 km na
równoległej drodze prowadzącej do Ngaoundaye. Czy byli zabici %u2013 tego
nie wiadomo, na pewno byli ranni, bo znaleźli się w szpitalu. Żołnierze w
odwecie spalili wioskę. Tak sobie myślę, że jak rebelianci nie zaatakują
żołnierzy u nas, to może oszczędzą Ndim, ale tego nie wiadomo. O godzinie
piętnastej może o. Walenty powie w radiu diecezjalnym, co słychać w
Ngaoundaye i w tej wiosce, którą spalili, bo to jego parafia.
Po Mszy św. otworzyłem z członkami Caritasu 8 salek parafialnych dla
ludzi, którzy chcą złożyć swoje rzeczy i worki z orzeszkami na
przechowanie. Trzeba się zabezpieczyć na wszelką ewentualność, póki jest
czas. Worki naszych pracowników przywieźliśmy do nowicjatu. Teraz jest
czas wyczekiwania. Dziękuję za modlitwę i jestem z Wami w duchowej
łączności.
18.09.2007 r.
Coś się szykuje w powietrzu, bo zostaliśmy ostrzeżeni, żeby uważać.
Siostry wyjechały wczoraj do Kamerunu i zatrzymały się na pierwszej misji
za granicą. My czekamy na rozwinięcie się sytuacji.
20.09.2007 r.
Dzisiaj był spokojny dzień. Na cotygodniowy targ przyszło nawet sporo
ludzi z okolicznych wiosek. Niestety ceny były beznadziejnie niskie,
szczególnie produktów rolnych. Obecnie jest sezon na orzeszki ziemne.
Wszyscy chcą je sprzedać, a nie ma komu ich kupić, ponieważ ciężarówki z
dalekich miast nie przyjeżdżają z obawy przed niebezpieczeństwem w naszym
rejonie. Dzisiaj worek 70 kg orzeszków można było kupić za 9000 franków,
czyli za ok. 12 EUR, gdzie normalnie powinno się płacić 15000 franków (ok.
22 EUR). Czysty rozbój w biały dzień. Niestety nie można nic na to
poradzić, dopóki nie będzie ciężarówek z zewnątrz.
Pomimo spokojnego dnia czuje się napięcie. Ludzie nocują na polach, boją
się ataku żołnierzy. Z tego, co nam wiadomo, żołnierze się nie kwapią
tutaj przyjeżdżać. Szykuje się jednak pewna akcja, aby wyeliminować z
naszego regionu rebeliantów. Serdecznie dziękuję Wam za modlitwę i proszę
o nieustanną pamięć za nas i tutejszych mieszkańców.
Z Panem Bogiem,
o. Jerzy Steliga